Maja Adamczyk ukończyła morderczy Maraton Piasków. To 250 km na Saharze

i

Autor: archiwum Mai Adamczyk

Sport

Maturzystka z Bielska-Białej ukończyła morderczy Maraton Piasków. To 250 km po Saharze

Wyobrażacie sobie przebiec 250 km po piasku, w blisko 50-stopniowym upale i z ciężkim plecakiem na plecach? Marathon des Sables, bo o nim mowa, to jedna z najbardziej prestiżowych imprez biegowych. A równocześnie jedna z najbardziej niebezpiecznych. I to właśnie w tym ekstremalnym ultramaratonie postanowiła się sprawdzić Maja Adamczyk, ambitna maturzystka z Bielska-Białej.

Z najwyższych gór na upalną pustynię

O Mai Adamczyk pisaliśmy po raz pierwszy w maju zeszłego roku. Wówczas jeszcze 17-letnia bielszczanka wystartowała w kategorii półmaratonu podczas Everest Marathon. Maja zapisała się na kartach historii jako najmłodsza uczestniczka, a dystans 21 km ukończyła jako trzecia kobieta i szósta osoba na świecie.

Już wtedy podejrzewaliśmy, że jeszcze o Mai usłyszymy. I dokładnie tak się stało, bowiem ostatnio wzięła  udział w morderczym Marathonie des Sables, czyli Maratonie Piasków. A to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę trudność trasy, ale też sytuację nastolatki, która w tym roku podchodzi do matury. 

 Zostały mi około dwa tygodnie do matury, a bardzo mi zależy na dobrych wynikach, uważam ten egzamin za kluczowy na mojej ścieżce dalszego rozwoju. Dlatego początkowo stwierdziłam, że udział w maratonie będzie szalony i nie chciałam jechać na pustynię po Everest Marathonie... Ale jak widać ostatecznie zmieniłam zdanie - uśmiecha się Maja.

A zadanie nie było proste. Do biegów ekstremalnych, takich jak Marathon des Sables czy Everest Marathon, trzeba się naprawdę porządnie przygotować. To nie tylko wyzwanie dla ciała, ale i ducha. W trakcie biegu człowiek walczy z samym sobą, ze zmęczeniem i bólem. - Dlatego kluczowe w takich momentach jest nastawienie i głowa z którą się pokonuje te wyzwanie - mówi Maja.

Maja Adamczyk ukończyła morderczy Maraton Piasków na Saharze

Można powiedzieć, że zainteresowanie sportem w rodzinie Adamczyków to coś naturalnego. Maja wcześniej śledziła wyczyny młodszego brata, który trenował wspinaczkę wysokogórską. Chłopak ma już na swoim koncie zdobycie EBC i Annapurna Base Camp. Z kolei tata trenował biegi, planował wystartować w Everest Marathon i zaproponował córce, by w Himalajach pobiegli razem.

Ogólnie lubiłam aktywności sportowe, ale nigdy nie myślałam, że będę biegała takie dystanse, w tak skrajnie trudnych i niebezpiecznych warunkach - mówi Maja.

A Marathon Des Sables to nie przelewki. Impreza biegowa jest organizowana od 1986 roku na południu Maroka i nie bez powodu znajduje się na liście siedmiu najtrudniejszych biegów świata. To 250 km w 50 stopniowym upale po marokańskiej Saharze z Dar Kaoua do Tazzarine. Dystans podzielony jest na 6 etapów, z czego najkrótszy ma 21,1 km, a najdłuższy - 85,3 km. Zadanie jest tak trudne, że historii zawodów zdarzyły się już przypadki śmiertelne.

Maja Adamczyk ukończyła morderczy Maraton Piasków. To 250 km na Saharze

i

Autor: archiwum Mai Adamczyk

Zwycięstwo ma słodki smak marokańskiej herbaty

Żeby wziąć udział w zawodach, 18-latka przygotowywała się przez kilka miesięcy. Trenowała sześć razy w tygodniu, pokonując łącznie od 60 do 80 km. Im bliżej było do Maratonu Piasków, tym dłuższe robiły się dystanse. Ale jak szczerze przyznaje Maja, to i tak nie wystarczyło.

Nie byłam przygotowana do takich temperatur i takiej wagi plecaka, który wynosiła ponad 12 kg. Do tego piasek wkradał się dosłownie wszędzie, na bieżąco trzeba było leczyć otarcia i oparzenia, a w nocy ciężko było o regenerację, bo materac był twardy, temperatura gwałtownie spadała, a a dodatkowo zaczynała szaleć burza piaskowa. Nigdy też nie zrobiłam takiego dystansu jak 85 km, który zresztą okazał się dłuższy o 6 km. Na początku dyskutowałam z tatą, co było trudniejsze - Everest Marathon czy Marathon des Sables. Jednogłośnie zgodziliśmy się, że ten drugi. Nigdy w życiu nie robiłam nic tak trudnego jak Maraton Piasków - mówi Maja.

Mało brakowało, a mogłaby biegu nie ukończyć. Podczas drugiego etapu, 10 km przez metą, bielszczanka doznała potężnego kryzysu.

Byłam odwodniona, przemęczona, zdenerwowana i nie chciałam już dalej iść, a mój ciężki plecak wcale mi w tym nie pomagał. Zamiast żwawo przemierzyć ostatnie kilometry, wlokłam za sobą nogi. Praktycznie cudem doszłam do mety, a mój tata szedł cały czas obok mnie. Wtedy też uznał, że resztę dystansu pokonamy wspólnie, widząc jak niebezpieczne są warunki, w których się znajdujemy - opowiada Maja.

Wsparcie taty, ale też niezwykła siła woli sprawiły, że 18-latka zebrała się w sobie i ukończyła bieg. Na mecie dostała do wypicia tradycyjną, zieloną, słodką herbatę do wypicia, której smak będzie pamiętać jeszcze długo. Tak właśnie smakowało zwycięstwo.

Maja Adamczyk ukończyła morderczy Maraton Piasków. To 250 km na Saharze

i

Autor: archiwum Mai Adamczyk

Maja nie tylko biega, ale również pisze i motywuje innych do działania

Maja pamiętać będzie również ludzi, których poznała na pustyni. To z nimi siedziała wieczorami, rozmawiałam wymieniała się doświadczeniami.  Można powiedzieć, że poznała tam przyjaciół.

Czy ambitna bielszczanka planuje udział w kolejnych ekstremalnych zawodach?Póki co mam w planach przygotowanie do Iron man’a, czyli do swoich treningów będę musiała wprowadzić jeszcze jazdę na rowerze oraz basen. Jeśli natomiast chodzi o kolejny, ekstremalny projekt, to jest to póki co tajemnica - uśmiecha się tajemniczo dziewczyna.

Nieco więcej o jej marzeniach i sposobach na radzenie sobie z ekstremalnym wysiłkiem możemy się dowiedzieć dzięki książce pt. "W pogoni za marzeniami". To pierwsza autorska publikacja Mai skupiona wokół jej udziału w Everest Marathonie. A wkrótce na rynku pojawi się jej kontynuacja.

Swoim pisaniem dziewczyna chce zmotywować innych i pokazać, że można osiągnąć wszystko - potrzebne jest tylko odpowiednie nastawienie.